Trener III-ligowca od dwóch lat wystawia swoim piłkarzom oceny
- Gdy bramkarz wybroni trzy "setki", a później przepuści farfocla, to nie zostawią na nim suchej nitki. Wtedy obraz jego gry się zamazuje - mówi Marek Mandla, trener BKS-u Stal Bielsko-Biała.
- Kibice i media zauważają przeważnie tych, którzy strzelają bramki. My, trenerzy, musimy dostrzegać więcej - mówi Marek Mandla, opiekun BKS-u Stal Bielsko-Biała. - Jeśli napastnik strzeli trzy gole, ale pięć kolejnych okazji zmarnuje, to i tak będą go nosić na rękach. Ale gdy bramkarz wybroni trzy sytuacje sam na sam, a później przepuści farfocla, to nie zostawią na nim suchej nitki. Wówczas obraz gry takiego zawodnika się zamazuje - wskazuje Mandla.
Jak sprawy mają się w Bielsku-Białej? Tutaj najwięcej pochwał zbierają obrońcy. - Od dwóch lat po każdym meczu przydzielam chłopakom noty. Rozliczam ich z zadań, jakie mieli do wykonania. Tak w defensywie, jak i ofensywie. Bardzo często w czubie tej niepisanej klasyfikacji są Damian Baron, Marek Profic i Przemysław Suchowski - zdradza szkoleniowiec wicelidera III ligi opolsko-śląskiej. A jego oceny potwierdza sama statystyka. Od momentu awansu na ten szczebel defensywa ze wspomnianą trójką w składzie traci ledwie 0,69 bramki na mecz.
Autor: Kamil Kwaśniewski
źródło: Sport Śląski







